Kobiecość, czyli moje Talitha kum

Pod koniec maja będzie mieć miejsce ewangelizacja Poznania. Podczas misji Talitha kum będziemy starać się każdemu Poznaniakowi opowiedzieć o Jezusie. O Jezusie, który kiedyś też powiedział do mnie Talitha kum i obiecał, że to z Nim odnajdę kobiecość, której inni we mnie nie dostrzegali.

Choć moja niepełnosprawność jest nabyta, nie pamiętam życia „przed” (miałam dwa latka, kiedy zdiagnozowano u mnie guz móżdżku). Może dlatego początkowo była to dla mnie naturalna sytuacja. Miałam problemy z chodzeniem, porażoną twarz i tak miało być. Wszystko skupiało się wokół przywracania mojej sprawności.

Nie wchodząc w szczegóły, w pewnym momencie stwierdziłam, że może niekoniecznie. Zaczęło być trudno, bo już nie tylko wiedziałam, ale czułam, że jestem inna.

Moją odmienność zaczęłam dostrzegać jeszcze bardziej w okresie, w którym każda dziewczyna chce być zauważona jako kobieta. Wtedy okazało się, że nikt jej we mnie nie dostrzega.

Zaczął się bunt, a raczej próby udowadniania, że inni nie mają racji. Jak już pisałam, działania w stylu „ja Ci pokażę”, niewiele wnoszą. Tak było i tym razem, a ja czułam się jeszcze gorzej.

Poszłam na doktorat. Pomyślałam, że wykorzystam swoje doświadczenia praktycznie i zajęłam się kobiecością w niepełnosprawności. W jego trakcie trafiłam do pierwszej wspólnoty. Zaczęłam podchodzić coraz bliżej Jego, wszystko stawało się może nie tyle łatwiejsze, ile bardziej sensowne. I właśnie wtedy, kiedy czułam, że dostaję skrzydeł, nagle ktoś jakby je odciął.

Na czwartym roku odrzucono mój wniosek o wszczęcie przewodu doktorskiego. Urzędowa zmiana promotora na panią profesor zajmującą się gender studies. Nie było wyjścia, po nieudanych próbach osiągnięcia kompromisu i nieprzespanych nocach spędzonych na pisaniu z nadzieją, że uda się zdążyć i znaleźć płaszczyznę porozumienia, nie pozostało nic innego, jak skończenie studiów doktoranckich bez obrony pracy.

Mimo że w głębi duszy czułam, że podjęłam słuszną decyzję, zaczęłam zastanawiać się, czy aby nie powinnam była zgodzić się na ten cały performatyw – przecież chodziło tylko o to, że kobiecość ma różne oblicza. A w ten sposób miałabym już dawno doktorat. Ale ostatecznie wiedziałam, że filozofia butlerowska oznacza więcej. A przecież On doskonale wie, że kluczowy element mojej tożsamości stanowi kobiecość, a nie niepełnosprawność. Wbrew temu, co wszyscy mówią i okazują.

Później miały jeszcze miejsce inne wydarzenia zdające się potwierdzać, że przecież nie jestem „normalną” kobietą. Jedne bolały bardziej, drugie mniej, po jednych pozbierałam się szybko, przepracowanie innych zajęło (może nawet zajmuje do dzisiaj?) więcej czasu. Jednak ze wszystkiego może wyniknąć jakieś dobro.

Czasem takie wydarzenia wymuszają zmianę otoczenia (nie zmuszając wcale do zapominania o dotychczasowym ;), kierują kroki na siłownię, bez której później człowiek nie wyobraża sobie życia i skłaniają do podjęcia szeregu decyzji, które ostatecznie okazują się niezwykle trafne.

A także przypominają, że masz innym pokazać, jak ważna dla Niego jest Twoja kobiecość, której niepełnosprawność w żaden sposób nie przekreśla, nawet kiedy inni zdają się tak sugerować (co w rzeczywistości może się okazać kopniakiem z Góry, żebyś ruszyła z miejsca).

Może więc Twoja misja niekoniecznie związana jest z kobiecością, ale z czymś, co Cię najbardziej boli? Talitha kum

Close Menu